Takim człowiekiem jest właśnie bohater tego opowiadania. Chociaż zdecydowanie trafniejszym określeniem w tym wypadku było by nazwanie go cieniem lub nawet wrakiem człowieka. Pomimo, że do ukończenie trzydziestu wiosen pozostało mu jeszcze kilka lat już dawno znudził się swoją ziemską egzystencją, poszukiwaniem szczęścia, choćby niewielkiej namiastki tego innego świata, który stworzył w swoich myślach. Świata zgoła innego niż ten, w którym istniał jako zwykły szary byt. Pozbawiony wszelkich umiejętności, które pomogłyby mu bardziej się do niego przystosować. Bez jednego hobby, któremu oddawałby się całkowicie. Lubił i lubi nadal piłkę nożną jednak teraz już tylko oglądać ją siedząc wygodnie z piwem w swoim fotelu. Kiedy był młodszy grał w piłkę w lokalnej drużynie i sprawiało mu to ogromną radość. Niestety kontuzja wyeliminowała go na długi czas z gry. Po niej nie potrafił już wrócić do drużyny nie był w stanie nadrobić powstałych zaległości. Od tego czasu miał raczej słomiany zapał i jedną pasję po kilku miesiącach porzucał dla kolejnej i kolejnej. Próbował wielu rzeczy, ale w niczym nigdy nie był dobry. Możliwym jest, że po prostu nie chciał tego, że nie potrafił odnaleźć w tych zajęciach tego czegoś co czyniłoby go szczęśliwym.
Nie lepiej wygląda jego życie towarzyskie. Nie znaczy to, że on wcale nie istnieje, owszem ma sporo znajomych, z którymi może wypić, pobawić się. Brakuje mu jednak kogoś z kim mógłby porozmawiać na co dzień, wyrzucić z siebie to całe gówno, które w nim siedzi. Ma oczywiście grupkę przyjaciół, którym ufa, ale oni mieszkają z dala od Miasta, w którym aktualnie przyszło mu żyć, a którego z całego serca nienawidzi. W momencie kiedy skończyli studia wyjechali z Miasta, a on dalej gnił w miejscu, które sam zwykł nazywać studnią zaprzepaszczonych szans, studnią w której zamiast czystej wody widział jedynie zmieszane błoto i fekalia. Jego przyjaciół nadal dziwi fakt iż pozostał w Mieście, powtarzali mu, żeby spróbował wyjechać gdzieś indziej z dala od tego co sprawia mu taki ból. Nie chciał, bał się zmiany miejsca, poznawania nowych ludzi. Należy raczej do raczej do osób nieśmiałych, zamkniętych w sobie, które potrzebują długiego czasu by swobodnie czuć się w nowym towarzystwie. Stąd też pewnie wynikają jego problemy w stosunkach z płcią przeciwną. Nie jest osobą wzbudzającą zainteresowanie kobiet, czuje się nieswojo i bezradnie w ich towarzystwie. Woli raczej stać z boku i obserwować. Wyobraża sobie, że w końcu uczyni ten pierwszy krok i odezwie się lub chociażby uśmiechnie do kobiety, która mu się podoba. Jeżeli zdarzy się mu nawiązać kontakt wzrokowy nią to i tak spuszcza wzrok rozglądając się speszony wokół. Z reguły czeka na reakcje, ze strony przeciwnej, a sam biernie przygląda się rozwojowi zdarzeń. Wkurwia się za każdym razem kiedy tę, którą sobie upatrzył zagaduje inny mężczyzna, w jego mniemaniu mniej przystojny niż on sam. Ważnym elementem jest też jego nabyta nieufność do płci pięknej. Został kilkukrotnie porzucony przez swoje partnerki co odbiło się w jego postępowaniu. Jak ognia bał się też jeszcze jednej rzeczy, mianowicie odrzucenia. Próbował spotykać się z kobietami, umawiać się, niestety trafiał zawsze na takie, które jego zaloty odrzucały. Pomimo wysiłku, który w to wkładał, ukrywania wad, prób bycia zabawnym szarmanckim. Kolejne niepowodzenia miłosne wzbudzają więc w nim teraz strach przed kolejnym odtrąceniem.
Swojego czasy myślał, że w pokonaniu nieśmiałości pomoże mu alkohol. Początkowo faktycznie okazywał się przydatny, ale ilości które wypijał z czasem rosły i rosły doprowadzając do tego, że nie potrafił wyobrazić sobie zabawy bez picia. Upijał się coraz częściej, zapominał o manierach wieszał się bezwładnie na kobietach w klubach obłapując je nachalnie bełkocząc coś niezrozumiale próbował namawiać je do rżnięcia. Zawsze następnego dnia po tym jak znów coś odpierdolił przyjaciele tłumaczyli mu, że przesadza, że to wszystko zaszło już za daleko, żeby spróbował sobie poradzić z coraz szybciej posuwającym się problem. Udawał, że ich słucha potem nie pił kilka dni tylko po to by znów pić przez kilka kolejnych dni. Mógł liczyć na wsparcie dopóki miał przy sobie prawdziwych przyjaciół. Sytuacja zmieniła się o 180 stopni kiedy oni skończyli studia, wyprowadzili się do innych miast, a on został w tej studni pełnej gówna, szczyn i błota. Nie może już liczyć na pomoc bliskich mu osób, teraz kiedy zdarzy mu się pójść na jakąś imprezę i znów urżnąć ja wieprz znajomi od kieliszka częściej śmieją się z jego alkoholowych ekscesów, nakręcając go do jeszcze większego pijaństwa. Potem gdzieś w Mieście spotyka ludzi wytykających go palcami patrzących z pogardą. Powoli zaczyna docierać do niego fakt, że alkohol systematycznie go niszczy spychając go jeszcze bliżej dna studni, którą się brzydzi. Z drugiej strony nie jest w stanie poradzić sobie z pustką, która wypełnia jego serce jedynie pijąc zapomina na chwilę o potrzebie miłości i bliskości, których tak bardzo potrzebuje. Jedynymi osobami, które darzy miłością są jego rodzicie i starszy brat kocha ich bezgranicznie, zazdroszcząc jednocześnie im szczęścia z faktu posiadania rodziny. Brat ożenił się w wieku, w którym on znajduje się teraz i od kilku lat jest mężem i ojcem. Wie, że jego czas powoli się kończy, będzie coraz starszy. Czeka choć właściwie nie wie na co.
Właśnie dlatego stworzył sobie inny, lepszy świat taki w, którym jest szczęśliwy, znalazł kogoś kto pokochał go pomimo jego wszystkich wad, że pomimo wrodzonego chamstwa ona dostrzega w nim coś wspaniałego. W świecie tym nie musi zmieniać masek może w końcu być sobą, pokazać jakim jest naprawdę człowiekiem. Nie mieszka już w Mieście, przeniósł się daleko, zostawił za sobą te gówno, zakończył wszystkie sprawy. Jest szczęśliwy. W tym świecie może być kimkolwiek zechce. Stworzył wszystko poczynając od nowego miejsca zamieszkania, po kochającą partnerkę jej imię, życiorys, wygląd. W szczegółach wyobraził sobie moment ich poznania, przebieg całego romansu potem kolejne etapy związku, ślub i dzieci. Przypominało to raczej scenariusz komedii romantycznej, aniżeli realnego świata, ale kreując to wszystko był wysoko ponad prawdziwym światem. Błąkał się gdzieś w innym wymiarze, w wyimaginowanym własnym innym wspanialszym świecie. Nie czuł w nim bólu, strachu i samotności dlatego tak bardzo lubił zagłębiać się w Nowym Świecie jak czasami zdarzało mu się go nazywać. Kiedy przekraczał granicę między światem realnym a tym Nowym zostawiał za sobą smród dnia codziennego wkraczając w piękne, czyste i pozbawione wad miejsce. Był to jego raj. Nie raz zdarzyło mu się zamyślić na tyle, że tracił kontakt ze wszystkim, nie reagował na bodźcie świata zewnętrznego. Takie sytuacje miały miejsce nie tylko we własnym domu, ale i w pracy czy jeszcze wcześniej na uczelni. Innymi razy kiedy wkurwi się na coś w trakcie dnia wyjątkowo mocno, nie przenosi się do idyllistycznego świata, który sobie wyśnił. Wtedy trafia w sam środek działań wojennych, zabijając dziesiątki wrogów wyrzuca z siebie drzemiące w nim ogromne pokłady agresji. Człowiek, który nie marzy nie ma celów, wszakże warto pamiętać by tak wspaniała rzecz jakimi są marzenia nie stały się przyczyną problemów. Bohater traci chęci do życia w realnym świecie coraz więcej czasu spędzając w wyimaginowanym raju. Staje się to jego przypadku czymś na wzór nałogu, który z biegiem czasu coraz silniej wpływa na jego zwykłe życie. Widzi pewne rzeczy inaczej od innych, ubarwia rzeczywistość żeby stała się ona choć trochę podobna do jego Nowego Świata dostrzegając przez to coraz więcej wad w sobie samym jak i w realnym świecie. Zaczyna on jeszcze bardziej nienawidzić otaczającej go rzeczywistości.
Bohater nazywa się…